ONE-POEM CONTEST FOR THE LIZARD'S LAUREL refers to the oldest traditions of poetry meetings in Poland, initiated by Krzysztof Miklaszewski in 1966.
Many recognised poets are the laureates of the Lizard's Laurel Contest. Participants in our contests included Krzysztof Koehler, Julian Kornhauser, Adam Zagajewski, Marcin Baran, Adam Ziemianin, Maciej P. Prus.
Everyone, who publicly presents his poem to the Jury, may take part in the Contest. The author of the poem is expected to supply the organiser with three copies of his poem and sign up to the Contest one hour before its beginning.
The winner poem on the first ONE-POEM CONTEST FOR THE LIZARD'S LAUREL 21.03.2001:
Pani Azizi
Pomarszczona, zgięta w pół.... z domku na dachu, po stromych i wąskich schodkach, przez dziedziniec, na którym drzewko cytrynowe, przez białe drzwi, koło klasztoru, ulicą w dół, tłumnym sukiem, przed bramę damasceńską, targować się o ogórki.
W przedpokoju, na lodówce Maryja płakała, a ty z nią. Święty Antoni klucze znalazł, przywołany francuską modlitwą.
Prawdziwie różowym świtem muezin mnie obudził. Spakowałam wszystko do drogi. Dałaś mi jedzenie i poprosiłaś o modlitwę, uważając, że akurat moja będzie miała moc. Na zbiegu uliczek, z dołu, z góry i z boku, przed twym domem ostatni raz spojrzałam na morze szarych domów, na którym statki kopuł, wież, krzyży, dzwonnic, menor, minaretów. Cichą, senną, kamienną Jerozolimą poszłam.
Magdalena Wilk
The winner poem 18.04.2001 r.
***
Jesienny wiatr --- kępki chłodnej zielonej trawy pod balkonem wołające do siebie: --Szybko! Szybciej! Biegnijmy!
Marek Wilk
The winner poem 24.02.2003 r. :
zrobić dziecku
mówiłeś księżniczki śpią długo to nie jest żadne bohaterstwo to robią wszyscy wstają rano i zaczynają dzień no może przesadzam niektórzy szczególnie ci no wiesz zdecydowanie później jednak zakładając że nie przesadzam mówię poważnie takie małe tabletki które pomagają wstać trochę kręci mi się w głowie pierwszy ruch mam za sobą za plecami mam łóżko nie zasłane nieważne tylko zrobić dziecku śniadanie zrobić dziecku śniadanie zrobić dziecku
Kalina Ziarkowska
The winner poem 16.04.2003 r.
Nigdy nie będę Thomasem Hicksem
wystarczyło że Justyna przeprowadziła ze mną poważną rozmowę żebym w odruchu szaleństwa szedł do pracy i wytrzymał sześć dni potem zachorowałem organizm w naturalny sposób zaczął się bronić gdy koleżanka opowiadała mi że praca w sekretariacie sądu jest jak pomaganie skrzywdzonym ludziom zaraz przypomnieli mi się poeci z Marsa którzy tłumaczą nieznane przez nieznane a których ostatnio tłumaczył Jerzy Jarniewicz jadę na konkurs do Gdańska mam pięciodniowe zwolnienie które będę próbował przedłużać w nieskończoność dopiero na zwolnieniu czuję się dobrze przechodzę na drugą stronę ulicy słabo znam miasto za mną przechodzi grupa skinheadów czy coś z tego wyniknie gdy zaczynam krzyczeć radiowóz przyspiesza a potem rozpływa się jak rozgotowany makaron pokazuję skinom zdjęcie Tymona Tymańskiego i kilkanaście stron wcześniej moje wiersze zamieszczone w "Kartkach" ratują mi życie a nawet aparat fotograficzny Kodaka zauważam że od kilku miesięcy bardziej trafiają do mnie słowa samobójców i tych którzy zmarli w niewyjaśnionych okolicznościach niż to co do mnie mówi Justyna "Czemu nie ma tancerki, co tańczyłaby nam zawsze" stare indiańskie prawo mówi kobieta może opuścić męża i być z mężczyzną z którym była pierwszy raz jeśli tylko oboje tego pragną nie można temu prawu odmówić logiki niestety Justyna ostatnio zadaje się z takimi ludźmi którzy nie są dla mnie do zaakceptowania nawet w wersji telefonicznej Justyś powołując się jeszcze raz na stare indiańskie prawo chcę ci powiedzieć że nie do przyjęcia jest dla mnie postawa Thomasa Hicksa który za wszelką cenę chciał wygrać i podczas maratonu zjadł cztery jajka wypił dwa łyki koniaku a trener dwa razy pobudzał go tysięczną częścią grama strychniny Hicks zażywał też ciepłych kąpieli korzystając z bojlera który trener wiózł w samochodzie a pod koniec biegu miał halucynacje podziwiam Kubańczyka Feliksa Caravajalę który na kilka mil przed metą zszedł z trasy najadł się zielonych jabłek i mimo rozwolnienia zajął jeszcze czwarte miejsce
Piotr Macierzyński
The winner poem 26.05.2003 r.
Kaptyk
bezlitosne tyk tyk tyk zegara bezbolesne kap kap kap kropelki beznamiętne tak tak tak kobiety bezsensowne tyk kap tak kap tak tyk tak kap tyk ty kka ptak kap taktyk tak kaptyk
Karolina Rutowska
The winner poem 25.11.2003 r.
dwupunkt
jeśli rzeczywiście zostaniesz Nadzieją Kielc będę bardziej pewny ciebie niż siebie
zanim pójdziesz uściskać prezydenta miasta powiem ci: wiedz że w momencie gdy wychodzisz zaczynam mówić do rzeczy
poczekałabyś chwilę i mogłabyś wiedzieć jak czule zagaduje swój dwupunkt
pytam np. czy pamięta jak Iwona z I de wymyśliła zabawę w prąd i kopała najlepszych kolegów w jaja
jak na drugi dzień gorsi koledzy ustawiali się do niej w kolejce
bo mowa o tych strasznych czasach kiedy kopanie w jaja było na czerwone kartki
kartka z gratulacjami jak to miasto nocą też pewnie będzie czerwona
obiecałaś że jeśli dadzą do niej kopertę to będę mógł zrobić dla nas kogel-mogel z 10 żółtek
że będziesz moją nadzieją a nie jakiś zakichanych Kielc
że ja będę twoją i już się od siebie nie odkleimy z winy kogla-mogla
a jaja? To tylko rozdwojenie ja
Mateusz Iwasiewicz
The winner poem 26.01.2004 r.
Czapka i szalik
Jest zima, wigilijna. Dzisiaj znowu wyszedłem bez Czapki. Od mrozu bolą mnie uszy. Czapka zerwała ze mną po tym jak tuliłem się w tramwaju do Szalika. Gdy Szalik dowiedział się, ze chodziłem wcześniej w czapce przestał ze mną sypiać. Rozstaliśmy się bezboleśnie. Nasza miłość i tak nie miała przyszłości. Żeby nie tęsknić za Czapką, chodziłem do łóżka z Rękawiczkami, mimo iż za uprawianie seksu z nieletnimi mogłem skończyć w więzieniu. I one ode mnie odeszły. Znalazły nowe ciało. Zostałem sam. Szukając ciepła zacząłem puszczać się z Zapałkami. Dopóki płakałem udawało mi się nie spłonąć. Gdy poznałem Zapalniczkę, myślałem że znów stanę na nogi. Zaręczyliśmy się. Niestety uszło z niej życie. Któregoś ranka spotkałem Czapkę. Była w ciąży. Z szalikiem. Następnego dnia zamarzłem.
Grzegorz Zariczny
The winner poem 22.06.2004 r.
Tryptyk
*
Mój tatuś-poeta Ma swą prywatną mitologię
Mój tata Wierzy rudym potworom
To wielki trud Tworzyć mity Nazywać je I kazać w nie wierzyć Swoim dzieciom
Mój tata wie o tym dobrze
**
Mój tatuś-poeta Ma swoje krótkotrwałe pragnienia
Mój tata bywa w Varietés Wiem że kocha wszystkie swoje dzieci I wiem że wielbi piękne ciała kobiet
Może kiedyś będziemy świętą rodziną
***
Mój tatuś-poeta Pragnie szczęścia
Mojemu tacie Niewiele do szczęścia trzeba
Jego kobiety zwykle mnie nie lubiły Albo były rude
Teraz mój tata Pragnie szczęścia dla mnie I modli się za wszystkich mężczyzn Którzy mi go dać nie potrafią
Natalia Stankiewicz
The winner poem 20.10.2004 r.
W związku z psem teraz jestem
w związku z psem teraz jestem poza domem
ścisłe związki poleaja na smyczy obroży udrece ręce
idąc boso należy być ostrożnym wobec ślimaków mówię do
psa chodź zawyjmy choć trochę zaśpiewjmy razem
zgadza się zgodnie fałujemy
wszystko co wokół rzeczywiście na tamto czy na to wgląda
kwiaty w oknach wyglądające jak dzieci upośledzonych
jednakowe te dzieci tylko rączki inaczej
z szybą szumią gałęzie klonów
deszczu masz kwaśna minę i jeszcze nas traktujesz z góry
wielka bym powiedział ciapa z ciebe
no proszę może zimna woda doda coś od siebie
a może sobie coś zabierze wybierze ładnego
twoja pani zakręciła mi w nosie i teraz co czy kicham ją czy jestem zakichany
lubię nawet bardzo uwielbiam jak ktoś w dobrym tonie momencie
Mateusz Iwasiewicz
The winner poem 17.11.2004 r.
wiersz dla kasi
twój płacz kosztował mnie złoty trzydzieści
to niewielka cena
ale za dużo w niej marży
dla sprzedawców chusteczek
widzisz
gdybyśmy zamiast na dworzec pojechali do tesco
mogłabyś płakać pięć razy dłużej
za tę samą cenę
widzisz
zawsze gdy poczujesz się źle
możesz zadzwonić do swojego doradcy finansowego
i wykrzyczeć mu do ucha
sprzedawaj sprzedawaj wszystko sprzedawaj
a potem patrzeć jak akcje lecą na łeb na szyję na trawę
moglibyśmy je deptać w opętańczym tańcu
o deszcz który zmyje wszystko
na nikim nie zostawi suchej nitki
Jaś Kapela
The winner poem 15.12.2004 r.
łódzkie nie jest mi obce: ulica Magnesowa w grudniu
coś nas tu wszystkich ciągnęło-taki żarcik żebyś w żaden
sposób od kładek i dokładek wiersza nie mogła oderwać
tej przemiłej ceny a blasku paskowego kodu
wykraść i wytaszczyć w niewidzialne grabie głupich
temperatur pozadłużanych na kilkadziesiąt kresek
nie łudźmy się - prawdziwie zabawne sytuacje aranżowane
są jednak jedynie w pekaesach dworca kieleckiego
Łódź Fabryczna wyjeżdża zdecydowanie poważniej
co nie sprzyja przyjemnej komunikacji - tak długo
tłumaczyliśmy kobiecie żeby zrzuciła futro: w futrze
jesteś babo objętościowo otyła i świetnie nieadekwatna
pekaes potrafi trafić do serca - obejmie swoimi fotelami
całe watahy jeśli zgodzą się wypchnąć z cudzych skór
nawet białawe pawie związane z pekaesem miłosnym
przyrzeczeniem płacą jak kurtyzanie na kółkach płacą
tak sowicie że widzieć można tylko jak pióra szybują
po oknach (same pawie i inni ptacy galopują na
golasa przy czym wydecowa rura zabiera im dech)
to bezsprzecznie ładne a my nie mogąc się oprzeć
o nic innego całujemy te pióra całkiem serio
ślinimy po jednym i przyklejamy się całkiem
jesteś pekaesowa sowa i wróżysz z kilku króliczych łapek
pekaes przyjedzie tylko wtedy jeśli zachowasz się
grzecznie i przypilnujesz by łapki były dobrze ułożone
trzymaj się ich mocno a w nagrodę
wszyscy się z tobą przywitamy
Mateusz Iwasiewicz
The winner poem 19.01.2005 r.
Okolice
Mateuszowi
Dużo kobiet ostatnio.Przeważnie puszystych,
o imionach, jak półwyspy albo przesuwaki
archipelagów, wyprowadzonyc nieśmiało
z kontynentów dla zmylenia tankowców, boi.
W domu, w którym przyszło mi pomieszkiwać
pogaszone wszystkie lampki. Ostre krawędzie
wyprowadzane z mebli dla skłamania ścian,
które bez światła wpadaja w barwę śniegowej
kuli, otoczonej pzez iglasty las. Trzeba było
wziąć przykład z Mateusza, wysłuchać, że psy,
to psy, a potem, że ptacy i ptacy, bo również
rośliny się łuszczą i są w stanie wyprowadzić
z nudy, nawet z jadalnego wprost do kuchni.
A pokój jest zakluczony zaledwie dwukrotnie
dla wyprowadzenia matek z czujności, a dzieci,
śpiących na widoku ze snu, żeby nie zatracały
zdrowia na wyprowadzanie owoców z misek
o skórkach gładkich jak ich czoła, żeby mogły
sobie pomśleć o cukierniczych i regularnych
pielgrzymkach do łazaienki na udawane sikanie.
Dużo gruszek ostatnio. Przeważnie Generałów
i Konferencji. Różnica tkwi w ogonku. Filiżanka
natomiast rzadziej występuje w towarzystwie
wyprowadzonego spodeczka. Raz ptacy, ptacy.
Robert Król
The winner poem 9.02.2005 r.
***
wyjazd na klika dni będzie dobrym wyjściem
surowość w twoich oczach dla moich przyśpiesza pakowanie torby
potrzebuję twojego bycia obok
nawet jeśli nie bijesz mnie paskiem jak kiedyś obiecałeś
a o czekoladowych ustach tylko opowiadasz
emocjonalne zjazdy kończą się w pełnej wannie z czerwoną solą kąpielową
imitującą przekrwione oczy po nie zdjętych trzeci dzień z rzędu soczewkach
nie przywiązują wagi do drobiazgów przez co się gubię
nie nadążam za twoim pociągiem do wiedzy
spotkajmy się za trzy stację stąd
albo przestańmy jeżdzić po tych samych trasach
Justyna Jaszke
The winner poem 9.03.2005 r.
Exodus
historie lata są niepowtarzalne tym bardziej takie które
dotyczą tomaszka które już zimują pod twoim dachem
czasem dobrze gdy grunt spala się pod nogami ryzyko
grzecznie zwija się w kulkę i wtacza pod szafę dlatego
legendy wyjścia magą posiadać szczęśliwe zakończenia
a każdy przemarsz po śródmieściu do czegoś pzrybliża
coraz mniej istotny jest koloryt (tak się dziwnie składa)
wyślizgane wyrobiska nieba sine zakładki z dymu i piór
wypadają z gry skoszone jak żrodkowy pomocnik realu
dawniej ludzie umawiali się na cmentarzu gdzieś poza
zasiegiem rogatek na pamiątkę tego naszej schadzce
wtórują nikłe lampeczki błyszczki rozstawione po stole
cieszę się z tej symetrii bo ona otwiera pole do popisu
Tomasz Wołoszynow
The winner poem 11.05.2005 r.
Niepewne kroki
Niepewne kroki w gumowych klapkach fakira
spacer po przecukrzonych truskawkach w pobitej śmietanie
piórko flaminga zawsze pod ręką
dotykanie pluszowych zwierzaków
daje chwilowe poczucie zatrzymania
pracy przeszczepionego serca świni
a skok do wnetrza
cyprysowego pudełka
jak zawsze śmiertelnie trudny
jak nigdy potzrebny i niewykonalny
pojutrze możę się uda
oszukać układ limfatyczny
wtedy zapalimy naprawdę
dużego papierosa
Damian Piechaczek
The winner poem 8.06.2005
Czarno-biały film
w czarno-białym filmie
mechaniczne zwierzęta
ponoć nic nie czują
albo po prostu nie chcą czuć
noszą czarne ubrania
i białe uśmiechy
piją czarna kawę
z białym białym mlekiem
mają też swoje czarno-białe wizje
czarno-białe sny
czarno-białą miłość
białe białe dni
lecz nocy pewnej czarnej
białym samochodem
z czarnymi szybami
przybył do nich człowiek
był czarno-biały jak oni
miał uśmiech szczery biały
nosił czarny płaszcz
z białym białym szalem
i powiedział ów człowiek
czarno-biały jak oni
-wiem jak pachnie niebieski
białym białym tonem
krew czarna zawrzała w ich żyłach
białe noże błysnęły w ich rękach...
Krystian Ławreniuk
|